- www.forum.opolshe.ru
 
 FAQFAQ             
            

Kocha, lubi, kalkuluje

 
           -> Polska Prasa / Dowolne media po polsku
::  
Rain



: 07.01.2005
: 21251
: /

: 23, 2013 8:16 pm     : Kocha, lubi, kalkuluje

Kocha, lubi, kalkuluje



Najbardziej niefortunny koniec spotyka te pary, których miłość zaczęła się jak w bajce

W maju rośliny puszczają soki, a ludzie przeżywają doroczny zew serc. To w maju szczególnie chętnie łączą się w pary, odrabiają uczuciowe zaległości albo też mocniej przeżywają swoją samotność i niedopasowanie. Jak się dziś ludzie dobierają? Wyraźnie inaczej niż w czasach PRL. Wystarczyło dziesięć lat, aby i tu ukształtowały się nowe reguły gry i obyczaje. Polska sercowa podzieliła się. Urynkowiła. Na wsi i w małych miasteczkach młodzi przeważnie wiążą się wcześnie i niecierpliwie, jakby z nudów i braku lepszych pomysłów na życie. A wkrótce, niejako mechanicznie, rodzina powiększa się. Większe miasta i lepsze zawody stosują całkowicie odmienną filozofię nic na chybcika, nic na ślepo. Wszystko etapami: chodzenie, najczęściej też etapowe, z kolejnymi partnerami, potem to, co się określa jako bycie ze sobą, a kiedyś może ołtarz. To pierwsze od lat tak racjonalne by nie powiedzieć wyrachowane pokolenie na polskim rynku uczuć. Opóźniające formalne związki, oddalające moment macierzyństwa. Odchodzi też w niepamięć egalitarna peerelowska reguła równych szans: nieważne pochodzenie, rodzina czy inne konteksty, najważniejszy pożar uczuć. Dzisiejsi młodzi, oczytani w kolorowych miesięcznikach i amerykańskich poradnikach, dobrze wiedzą, że taki pożar szybko gaśnie. Często planują związki, tak jak układa się karierę zawodową. W czasach rosnącej swobody obyczajowej wraca zapomniane pojęcie warstw, klas i mezaliansu. Romantyczny racjonalizm, racjonalny romantyzm. Oto nasz przewodnik po nowym świecie miłosnych podchodów.

Poznawanie się

Cud, jak to cud, może zdarzyć się na ulicy, w tramwaju, w markecie. Ale jednak rzadko. 60 proc. wybrańców poznaje się banalnie: w pracy, w szkole, na uczelni. Oraz na imprezach, jak się dzisiaj nazywa prywatki, a także na wakacjach. Rzadziej na dyskotece, do której chadza się raczej parami. Wielkich zmian nie ma.

Zaistniał co prawda nowy typ poznawania się przez Internet. Z badań amerykańskich wynika, że dziś poznaje w ten sposób partnera ponad 50 proc. ankietowanych.

Jesteśmy świadkami odradzania się metody komunikacji, która wcale nie jest nowa, lecz wydawała się już w zaniku: przez słowo pisane. Nastąpił wybuch pisania listów. Internet spełnia rolę lokaja, który w starych czasach nosił liściki od i do zakochanych. Ludzie, którzy latami nie pisali listów miłosnych, wysyłają teraz e-maile, listele, odkrywając urok komunikowania sobie o powszednich błahostkach, używając urywanych zdań, fragmentów przemyśleń, krótkiej dyspozycji. Mimo że te listy są lakoniczne i byle jakie, nie sposób odczytać na nich śladu łez ani zapachu perfum, żadnego romantycznego symbolu.

W Internecie nie obowiązują żadne umowy zwyczajowe w sprawie inicjatywy. Dziewczyna może być śmiała, bezpruderyjna, bez ograniczeń, chowając twarz za jarzący się ekran.

To co w życiu ma już solidne miejsce, tu króluje. Pełne uprawnienie w nawiązywaniu kontaktów. Nie czeka się aż on podejdzie, podchodzi się spontanicznie, bo literowo, jarzeniowo, ekranowo żaden to wstyd w tych nowych, nieobwarowanych zakazami warunkach.

Randka

Żeńska śmiałość internetowa nie mogłaby się rozpanoszyć bez rewolucji w tym względzie w życiu pozaekranowym. Dziewczęta systematycznie przejmują inicjatywę w nawiązywaniu kontaktów z mężczyznami. Niegdyś, aby zdobyć kobietę, on musiał się wysilać, zabiegać, przynosić kwiaty i prezenty, poznawać i stosować wszelkie możliwe sztuczki tego rodzaju. Ona łaskawie zostawiała mu w końcu jako zadatek numer telefonu.

Dziś upowszechnia się, że to on zostawia jej numer do siebie: a niech dzwoni, jak chce. Punktem honoru chłopaka nie jest już bezwzględne zapłacenie rachunku w kawiarni, a niech ona płaci, jak się upiera. Dziewczyna właśnie często się upiera. Nie chce zobowiązań, chce być panią sytuacji.

Oni się w dążeniu do celu szalenie rozleniwili. Jeśli się teraz chadza do łóżka pisze amerykańska socjolog Share Hite w słynnym raporcie o seksualności kobiet to bez żadnych ceregieli, mając pod poduszką arsenał środków zapobiegających ciąży, po cóż mieliby się szczególnie wysilać. Doszło już do tego jak mówią właścicielki kwiaciarni iż one kupują im kwiaty, choć są to zwykle małe, zabawne bukieciki z ukrytymi maskotkami.

Tańczą wokół nich i dla nich. Przy blokowiskach można zauważyć, jak chłopcy chodzą w męskich grupach, zajęci swymi komputerami, Legiami, bicepsami, męskimi zmowami, do których dziewczyny nie mają dostępu. Przechodzą obok nich rzucając leniwie okiem i to one ze skóry wyłażą, żeby któryś zauważył, podszedł, choć słowem zagadał.

Zapraszam cię na kawę mówią albo: czy mógłbyś mnie odprowadzić? Odzywki kiedyś od razu rujnujące dumne żeńskie samopoczucie. Proponują randkę i to jest absolutnie w normie i się upowszechnia lub subtelnie do niej doprowadzają.

Przed tegorocznymi walentynkami OBOP ustalił, że 59 proc. ankietowanych czyli trzy piąte uważa proponowanie randki chłopcu przez dziewczynę za właściwe. Odmiennego zdania jest tylko jedna trzecia. O tym, że żeńska inicjatywa jest czymś normalnym, częściej sądzą mężczyźni (66 proc.) niż kobiety (51 proc.). A najczęściej nastolatkowie.

W czasie samej randki w dziewczynie następuje perfidna metamorfoza. Z badań CBOS wynika, iż kobiety oczekują, że to mężczyzna przejmie wtedy inicjatywę. Tylko 13 proc. pań ma skłonność do jej zachowania. Randkująca kobieta przywdziewa kostium zdobywanej. Pragnie poczuć przy sobie zdobywcę.

Chodzenie z sobą

Na początku lat 60. pojawił się obyczaj chodzenia z sobą, jedna z gruntowniejszych jak pisał socjolog Marcin Czerwiński przemian obyczajowych. Obyczaj utworzony przez młodych, bez udziałów dorosłych autorytetów, w ciągu ostatnich 10 lat doczekał się rodzicielskiej akceptacji: to dziewczyna naszego syna przedstawiają znajomym. To chłopak naszej córki. Zakłada się, że nie są to wybory ostateczne, ale coś jakby przednarzeczeństwo. Zmieniło się też tyle, że dziewczyna potrafi chodzić z kilkoma partnerami: ten jest głównie od nauki, tamten od chodzenia na tańce, żongluje się nimi bez skrupułów. Chodzi się na zasadzie kolejnych przypasowań (kto pasuje lepiej jako antidotum na nudę, samotność, brak kontaktu z rodzicami, nowe środowisko).

Chodzenie z sobą jest ruchem masowym, zaczyna się od starszych lat szkoły podstawowej i polega na dostępnej w tym wieku wspólnocie. W kinie, na meczu, na przerwach w szkole, w dyskotece. Od czasu zmiany u nas ustroju stało się, przynajmniej teoretycznie, zajęciem niezwykle atrakcyjnym. Kiedyś chodzący mieli do dyspozycji kino, Empik, alejki w parku i kawiarnie. Dziś miejsc do chodzenia jest zatrzęsienie. Doszły puby i tańsze knajpki, doszły malle, kolejny amerykański wynalazek: hipermarkety z licznymi sklepami i kinami, czynne od rana do wieczora. Doszła wreszcie turystyka krajowa i zagraniczna, dawniej uprawiana tylko z rodzicami, a teraz równie często bez. Taki obyczaj. Wiele nowych rozrywek jest za drogich na kieszeń ucznia czy studenta. Nic nie kosztuje chodzenie grup złożonych z par po deptakach ulicznych oraz parkach. I seks. Każdy serial kończy się w łóżku. Oni mają być gorsi?

W Wielkiej Brytanii sypia z sobą 84 proc., jakby to powiedzieć, młodzieży od lat 12. W USA 75 proc. W Polsce 13 proc. tych z ostatnich klas szkół podstawowych chadza z sobą regularnie do łóżka (w 1988 r. tylko 5 proc.). 23 proc. ankietowanych przez CBOS robi to od czasu do czasu. Następne 10 proc. poszło co prawda do łóżka, ale tylko raz. Blisko 40 proc. nie zrobiło tego nigdy (w 1988 r. połowa).

Tylko 23 proc. jest zdania, że seks przed ślubem jest niedopuszczalny, a aż 54 proc. nie zamierza zachowywać żadnej wstrzemięźliwości przed ślubem. 64 proc. młodzieży pytanej o ocenę moralną tego stanu rzeczy odpowiedziało, że kochający się ludzie sypiają ze sobą i nie ma w tym nic złego. Dane te pokrywają się z podobną oceną kontaktów erotycznych przedmałżeńskich wyrażaną przez dorosłych.

Bycie razem

Chodzenie z sobą przekształca się często w fazę wyższą: bycie razem. Bycie krzewi się od lat mniej więcej dziesięciu coraz bujniej i to kolejna rewolucja w matrymonium. Życie na kocią łapę, przynajmniej w mieście, mało kogo dziś oburza, z rodzicami włącznie. To zresztą terminologia całkiem zapomniana.

Oni nie chcą się pobierać. Liczba małżeństw rozwiązywanych przez rozwód i śmierć przewyższa obecnie liczbę nowo zawieranych i dzieje się tak nie tylko z powodów ekonomicznych. Pozostał do opanowania jeszcze jeden język, może zdarzyć się ciekawy staż, w firmie trzeszczy konkurencja. Rozsądek nakazuje wygrać w te karty, bo to przez całe życie będzie procentować.

Ślub to zobowiązanie, groźba uwikłania się w zależności, obowiązki, pieluchy, a w każdym razie utrata uskrzydlającego poczucia wolności. Tu jest się wolnym, ale nie jest się samotnym. Obok jest ktoś bliski. Full service. Do diabła z obrączką.

Skłonność do szybkiego żenienia się wydaje się krzewić w wąskich sferach najwyższych finansowo. Ślub to jeszcze jedna fajna impreza. Łatwo się żenią i łatwo rozwodzą, bo ich na to stać i niczym to nie grozi. W niższych warstwach społecznych łatwe śluby są natomiast wynikiem myślenia magicznego i braku wyobraźni. Wiary, że coś się wówczas zmieni, on z miłości przestanie pić, znajdziemy wreszcie pracę, wspólny kąt, wyprowadzimy się z pokoiku u rodziców i jakoś to będzie.

Co drugi ślub w Polsce to wynik przypadkowej ciąży. Lecz oni także szybko się rozwodzą GUS podaje, że nie utrzymuje się 60 proc. takich związków. A ich trwałość jest o trzy lata krótsza od niewymuszonych.

Nie chce się natomiast żenić szybko i łatwo coraz liczniejsza klasa średnia. Pochodzi głównie z blokowisk. Widziała drogę życiową rodziców i nie chce jej powtarzać. Wspina się. Są rzeczy na razie ważniejsze niż ślub.

Ponadto oni uważają, że muszą się sprawdzić. Pobyć z sobą, pomieszkać na próbę. Są przecież rozsądni. Widzą, jak łatwo rozpadają się po paru latach małżeństwa z wielkiej miłości.

Małżeństwa z rozsądku

Dzieje tej instytucji wykazują, że te wyśmiewane, pogardzane, z rozsądku, były trwalsze nie tylko z tego powodu, że rozwód był kiedyś mało dostępnym rozwiązaniem, lecz także dlatego, że nie przeszły fazy ostrego rozczarowania.

Najbardziej niefortunny koniec pisze niemiecki seksuolog Reinhold Dorrapf spotyka te pary, których miłość zaczęła się jak w bajce. Zdumiewające, że dopiero nasze stulecie ujawnia prawo natury oznaczające, że tam, gdzie początkowo istniała wola, aby żyć i nawet poświęcić się dla drugiej osoby, następuje z czasem rozdźwięk, zrasta się natomiast to, co wcale nie chciało się z tym zrastaniem spieszyć.

Więc oni chcą przeczekać fazę ostrego rozczarowania, zobaczyć, jak będzie po drugiej stronie przygasłej fascynacji, czy znajdą jakiś trwały klej, czy nie. Rozstają się wtedy i znajdują innych partnerów albo dochodzą do wniosku, że będą nadal razem. Że już czas. Zbliża się trzydziestka (czas zawierania miejskich małżeństw w Polsce) albo ją już przekroczyli. Kobiety w tym wieku zaczynają się niepokoić mówi socjolog Anna Giza.

To może te, które kupują pierścionki zaręczynowe płacąc własnymi pieniędzmi, co najpierw jubilerów wprawiało w osłupienie, ale teraz już nie. One się teraz podobno nawet oświadczają i w ogóle coraz bardziej przejmują dyrygowanie w matrymonium. Ale nie zawsze dążą do związku za wszelką cenę. To mężczyźni potrzebują dziś kobiet, a nie odwrotnie mówi Anna Giza. Tak jest na Zachodzie i tak zaczyna być w Polsce.

Ale wiele kobiet czuje przez skórę, jaki je czeka los, kiedy same zostaną na rynku, kiedy już lepsze męskie partie dawno są zajęte, a biologia domaga się szybkiego ożenku. Stołeczne życie imprezowe pełne jest wspaniałych atrakcyjnych 2835-latek, które się nie załapały. Przegapiły swój czas i zostały same.

To memento wciąż działające na wyobraźnię. Dlatego kiedy w firmie wszystko jest OK, zdobyte, co było możliwe do zdobycia, przychodzi czas na przerwę lub poluzowanie. Należałoby też wreszcie pomyśleć o jakimś dziecku. Taką między innymi drogą powraca instytucja małżeństw z rozsądku.

Swatanie

Reaktywowało się także swatostwo. Od kilku ładnych lat dobrze zorganizowane fachowe biura matrymonialne z obsługą psychologiczną, takie jak choćby Czandra w Warszawie, pełne są młodych, wykształconych ludzi, którzy zamawiają tam usługę: dobrania partnera.
Swój szuka swego. Marie Claire doniosła niedawno o biurze matrymonialnym, które zapisuje kandydatów tylko młodych, wykształconych, zamożnych i przystojnych, chcąc uchronić klientów od bezproduktywnego szukania. Badania OBOP sprzed dwóch miesięcy wykazują, że w Polsce przy wyborze partnera 77 proc. zwraca przede wszystkim uwagę na osobowość kandydata, jego cechy charakteru, to, jakim jest człowiekiem. Dla jednej trzeciej liczy się podobieństwo poglądów na życie. Wygląd i uroda kandydata są ważne dla 19 proc. W dalszej kolejności: wspólne zainteresowania (15 proc.), warunki materialne, finansowe (14 proc.) oraz wykształcenie (11 proc.).

Dla mężczyzn wspólnota światopoglądu jest tak samo ważna jak wygląd i uroda kandydatki, dla kobiet zaś sprawami ważniejszymi od wyglądu i urody przyszłego męża lub partnera jest jego sytuacja materialna, finansowa oraz wspólne zainteresowania.

Nowożeńcy
Nowożeńcy są coraz starsi. W 2000 r. średni wiek zawierania pierwszych małżeństw wynosił wśród kobiet 23,5 (wobec 22,7 w 1990 r.), a wśród mężczyzn 25,7 (wobec 24,9 w 1990 r.).

W biurach matrymonialnych nie kojarzy się biznesmena z pomocą kuchenną ani biznesmenki z pracownikiem stadniny koni, nawet arabskich. Dobiera się partie, jak kiedyś robiła to swatka. Brano wówczas pod uwagę majątek, pozycję, zalety. Dziś zalety, pozycję, stan posiadania.

Swatostwo będzie rosło w siłę, stanowiąc też ratunek dla ludzi z małych miejscowości, gdzie rynek matrymonialny jest wąski. A także dla pracowników z wielkich firm, w których na flirt nie ma czasu i jest on źle widziany.

Flirt ruguje się na świecie z firm. Hodowla pracowników musi tam być czysta, sterylna i poddana kontroli. W Polsce też tak bywa. Zdaniem niektórych pracodawców flirt prowadzić może do zgubnych romansów w biurze, odciągać uwagę od zadań zawodowych, rodzić koterie, zawiść i plotki.

Mniej dzieci
Rodzimy coraz mniej dzieci. Dzieci na porodówkach jest obecnie prawie dwa razy mniej niż na początku lat 80. i o 30 proc. mniej niż w 1990 r. Na przeciętną Polkę w wieku rozrodczym przypada obecnie 1,37 dziecka. Ujemne tempo przyrostu naturalnego demografowie notują już drugi rok z rzędu.

Neofici kapitalizmu tępią flirt z zapałem tym większym, im bardziej pragną być europejscy i zachodni. Cóż, kiedy ich podwładni mają jeszcze wyssane z mlekiem matki ciągoty do socjalistycznego wychodzenia na papieroski, na ploteczki przy oknie, w korytarzu, gdzie się kolekcjonuje pożądliwe spojrzenia chłopów wariujących na wiosnę. Co za frajda.

Oświadczyny

Chłopak córki Katarzyny Grocholi, autorki modnej książki Nigdy w życiu!, właśnie poprosił o rękę swej ukochanej. Odbyło się to w korytarzu, ujrzawszy bowiem obie rodziny licznie zgromadzone w salonie pani Kasi kandydat speszył się i co prędzej chciał mieć oświadczyny za sobą.

Więcej nieślubnych
Odsetek nieślubnych dzieci wzrósł wyraźnie w ciągu ostatnich 10 lat. Wynosi on obecnie około 12 proc., co oznacza, że prawie jedno na osiem najmłodszych Polaków urodziło się ze związku, który nie został sformalizowany. Tymczasem jeszcze w 1990 r. było to 6,2 proc. dzieci (czyli mniej więcej co piętnaste), a w 1980 r. zaledwie 4,8 proc. (czyli jedno na dwadzieścia jeden maluchów). Pozamałżeńskie dziecko rodzi się częściej w mieście (14,4 proc. urodzeń) niż na wsi (8,4 proc.).

Weź rękę oraz córkę w całości odpowiedziała matka, pragnąc przełamać tę korytarzowość przyszłego zięcia. Potem się odbył uroczysty obiad i było bardzo fajnie, ślub konkordatowy w czerwcu. W ostatnich latach nastąpił prawdziwy renesans ceremonii oświadczyn. Chłopaki prują więc dziś do rodziców z wiechą w ręku. Tata sztywny, mama sztywna. Kandydat klęka.

Przed wojną kandydat uzgodniony przez rodziny, po licznych przymiarkach i kontraktach majątkowych też padał na kolana. Był to moment poważny. Młodzieniec, który przyklęknąwszy puścił niechcący bąka, wybiegł i z rozpaczy strzelił sobie w łeb. I to był powód jak najbardziej samobójstwo usprawiedliwiający.

Osobom wolnym duchem mieszczańskie rytuały w zakresie matrymonium wydawały się bezsensownie śmieszne. Oświadczający się dla Boya był jak nieszczęsny koń, któremu każdy zaglądał w zęby. Obładowany kwiatami, spocony, biegający po babkach, ciotkach i pociotkach, prawdziwych, rzekomych, przyszywanych, którym należało złożyć wizytę, zapowiadającą już od ślubu nowe z nimi pokrewieństwo, poszerzenie się rodzinnego klanu.

Narzeczeństwo też wydawało się śmieszne na przykład w czasach pospiesznych żeniaczek, wojnę nadrabiających, w czasach dziewczyn z kielnią i na traktorach, niepotrzebne i napuszone musiały się wydawać ceregiele i celebracje niezależnie do tego, że utraciły swe dawne społeczne uwarunkowania.

Teraz zyskały jakby nowe. Zakochanych, którzy chcą mieszkać razem, nie stać często na wynajęcie mieszkania. Muszą sublokatorować przy którymś z rodziców. Zdarza się, że dostają na to pozwolenie właśnie po oświadczynach, choć częściej przepustką do wspólnego mieszkania musi być jednak ślub.

Krępowałabym się wobec dziewczyny syna, gdyby z nami zamieszkała mówi Anna Giza, socjolog z Instytutu Socjologii i Filozofii UW w Warszawie. Natomiast po ślubie pokazanie się przed nią, powiedzmy, w szlafroku nie jest już krępujące, bo dziewczyna staje się oficjalnym, a to jednak ważne, członkiem rodziny.

Więc oni klękają i całują po rękach rodziców, wzruszeni nie mniej niż tamten, co bąka puścił i zabił się z rozpaczy.

Teraźniejszy tego nie zrobi, bo klękanie to tylko ozdobny rytuał. W istocie czy starzy zgodzą się, czy nie, oddać rękę córki, ślub i tak by nastąpił. Lecz pięknie jest dochować obyczaju z gatunku tych, że w Wigilię trzeba zjeść karpia.

Potem się odbywa, obowiązkowy już jak Wigilia i komunia, obiad zaręczynowy z udziałem dwóch rodzin. Zdarza się coraz częściej, że chadza się nawet z wizytą do słabującego wujka lub ciotki, o dziadkach już nie mówiąc, jeśli żyją.

Kupuje się pierścionki zaręczynowe. Z czerwonym oczkiem już niemodne. Modne z cyrkonią, kamieniem udającym brylant. Prawdziwego kupować nie należy, bo przynosi nieszczęście. Monika Kapa i Bartosz Cichocki, 25-latkowie, zakochali się i zaręczyli dwa lata temu. Bartek kupił cienki jak drucik pierścionek z cyrkonią wielkości ziarenka piasku. Matka uprzedzała go, że z takim pierścionkiem nie wypada się oświadczać. Monika nosi teraz dwa zaręczynowe pierścionki. Ten drugi solidny, z prawdziwego zdarzenia, kupiony później na oficjalne oświadczyny, wybrała już sama. Wręczył jej go na kolanach w obecności rodziców. Za miesiąc w Pałacu Ślubów na warszawskim placu Zamkowym włoży jej na palec obrączkę. Sekundują tym praktykom przedślubnym kolorowe pisma kobiece podgrzewają, zachwalają. W zalewie pisania o podpaskach, cellulitisach, orgazmach temat taki dla czytelniczek to słodkie wytchnienie od biologii.

Przygotowania weselne

Ślubu i wesela nic nie zmogło. Jak na wsi wesele było na 100 i więcej osób, tak i jest. Ani socjalizmy, ani biedy, ani bezrobocia nie naruszyły zasad uczty weselnej. Zmieniły się drobiazgi. Ustala się teraz listę prezentów, na której się goście odhaczają, zamiast bezładnie kupować czajniki elektryczne. Rzadziej też wkłada się welon, uważając go za prowincjonalny.

Lecz dalej panna młoda musi mieć coś pożyczonego i niebieskiego. Nie można się przejrzeć w kompletnym stroju ślubnym i dobrze jest zaszyć w fałdzie sukni monetę. Nie można ślubu brać w maju, najwyżej się zaręczyć. Obowiązki pana młodego są ściśle określone.

Kupuje obrączki. Modne są platynowo-złote, z białego złota z wtopionym serduszkiem i szafirkiem, złoto-srebrne, najlepiej jednakowe dla dwojga. Mężczyzna zamawia samochód, salę, fotografa, wideowca, przybywa do domu narzeczonej z rodzicami i świadkami, i przenosi przez próg. Na weselu obowiązkowy jest tort. Nie ma małżeństwa bez tortu. Panna młoda kompletuje ślubny strój i banalnie biega do kosmetyczki.

W mieście na wesele 300 osób się nie zaprasza. W modzie są podróże poślubne na Kretę, Bali, Malediwy, Majorkę, Seszele, Bora Bora. Na wszystko nie starczy. Niektóre wycieczki organizowane przez biura turystyczne okupowane są niemal w całości przez nowożeńców. Obowiązkowe są także wieczory kawalerskie i panieńskie. Na kawalerski w mieście zaprasza się panienki z agencji towarzyskiej, co niekoniecznie musi się kończyć seksem: pan młody ostatni raz rzuca wolnym okiem na cudze ciało żeńskie w rozkwicie striptizu. Na panieńskie zaprasza się natomiast chippendalesów. W celu jak wyżej. Na wsi piękne te praktyki jeszcze się nie upowszechniły.

Ślub

Sam ślub bierze się bujnie, konkordatowo. Nie żeby całe 70 proc., które takie śluby teraz bierze, szło po kobiercu z głębokiej wiary, bo przecież to ci sami, którzy uznają seks przed obrączką i pigułkę za rzecz naturalną. Pragnie się blasku, sztafażu i cichego szumu kamery wideo. Ten co nakręca, jest ważniejszy niż ksiądz zauważa Zuzanna Celmer, psychoterapeutka.

Ci co poprzestają na urzędach stanu cywilnego, gdzie strasznie rozrzedziło, też nie chcą na szaro. Przybywają po obrączki w czołgu, spadają na spadochronie, wylatują po nie w niebo w samolocie lub balonie.

A choćby i normalnie, to też chcą z celebrą, żeby dech ludziom zaparło, żeby się popłakać, zapamiętać na całe życie.

Wszystkie te piękności ślubne i przedślubne to nie tylko odkurzona tradycja i sentyment, jak ubieranie choinki w święta. To także odganianie lęku.

Każdy wybiera dziś sobie towarzysza życia sam. Nie ma już bezpiecznej strategii matrymonialnej uprawianej przez rodzinę. Wyśmiana, odrzucona, niczemu nie służy. Młodzi czują się bez tego jakby wykorzenieni mówi Anna Giza. Poczucie stania na piasku. Już nie grunt, a choćby i nawet kamienisty. Niegdyś mówi Giza wchodzili w małżeństwo jak w gotowe spodnie. Dziś sami te spodnie szyją, ale nie wiedzą, jak je uszyć. Mamy do czynienia z samotnością socjologiczną, bez żadnej otoczki społecznej twierdzi Nahoum Grappe, francuska antropolog.

Więc te sztafaże, pompy konkordatowe, cywilne, rodzinne, które odżyły i krzewią się coraz bujniej, są być może próbą, żeby odgonić niepewność i lęk, poczuć za plecami sprzymierzoną rodzinę dużo ludzi z rodzinnego klanu. Czujne, gotowe do pomocy i interwencji tło. Wiele musiało się zmienić, żeby nic się nie zmieniło...[/i]

_________________
: - - www.warsaw.ru , - www.rkw.3w.pl www.kurier.opolshe.ru, - www.rosjanie.pl : www.forum.opolshe.ru, : https://www.facebook.com/warsaw.ru/
    e-mail
:   
           -> Polska Prasa / Dowolne media po polsku : GMT + 1
1 1

 
 









Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group